Kanał youtube

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą bez spiny u Karoliny. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą bez spiny u Karoliny. Pokaż wszystkie posty

sobota, 10 października 2020

Bez spiny u Karoliny, czyli sobotni wywiad z Moniką z Tuptti Crochet Handmade with love

Dziś zapraszam Was na wywiad z Moniką z Tuptti Crochet Handmade with love. Monikę na bank kojarzycie i jej prace, bo urzeka nas jej włóczka z której wykonuje swoje prace. Jeśli jesteście ciekawi co to za włóczka to na pewno zdradzę Wam, że tajemnica została rozwiązana (nie musicie mi dziękować), a co z nią zrobicie to już Wasza sprawa. Ja wiem, że do Moniki daleka droga, ale wiecie, mieć kogoś w Kanadzie to już coś. Przy okazji chciałam przypomnieć, że dziś ostatni dzień zapisów na darmowy CAL na Normana i Normę. Możecie się zapisać TUTAJ. Monika to pozytywna osoba, która z chęcią i cierpliwością odpowie na każde pytanie. Jesteście ciekawi jak to się zaczęło u Moniki? I w jaką stronę to poszło? No to szykujcie kawkę i do czytania :) Zdjęcia oczywiście są własnością Moniki, a ponadto wyraziła zgodę na udostępnienie wizerunku swojej pociechy:)
1. Opowiedz nam krótko o sobie, tzn. od kiedy szydełkujesz, jak wyglądały Twoje początki i skąd pomysł na nazwę?

Jestem mamą dwójki fantastycznych dzieciaków, żoną i kobietą pracującą na pełen etat ze swoim małym hobby w formie szydełkowania (i nie tylko;)), bo należę do osób, które nie potrafią się nudzić. Zawsze znajduję sobie jakieś dodatkowe zajęcie, tak już mam od dziecka hahaha. Szydełkuję chyba od zawsze.. szczerze nie pamiętam kiedy pierwszy raz wzięłam szydełko do ręki. Ale stało się to za sprawą mojej mamy. To dzięki niej umiem szydełkować, wyszywać, robić na drutach i szyć na maszynie. Któregoś dnia widząc jak mama robi kolejną serwetkę, zapytałam czy też mogę, nie zapomnę tego, dostałam kordonek i cieniutkie szydełko i mama pokazała jak robić łańcuszek. Przerobiłam wtedy cały kordonek hahahah. Później poszło już z górki... Szydełko pojawiało się regularnie co jakiś czas, przed urodzeniem córki zrobiłam komplecik na szydełku: sukieneczkę z kapelusikiem i bucikami, pojawiały się serwetki... Amigurumi zaczęłam się bawić po urodzeniu synka. Gdzieś mi w oko wpadła świnka z blogu pasart i to była właśnie moja pierwsza maskotka hahaha mam ją do dzisiaj :D Później był CAL na mini jednorożca organizowany przez Kasię Ezerioha i postanowiłam spróbować swoich sił. I zajęłam pierwsze miejsce (wow). Pomysł doboru kolorów oczywiście mojej córki hahaha. No i później już się samo zaczęło toczyć i trwa do dziś :) A skąd pomysł na nazwę? Od maleńkich stópek mojego synka hahaha, jak się uczył chodzić słychać było w całym domu tuptanie bosych nóżek i stąd pomysł na Tuptti Crochet :)



2. Mieszkasz w Kanadzie. Możesz nam powiedzieć czy rękodzieło/szydełkowanie jest tam popularne? Jak wyglądają pasmanterie?

Tak, od 8 lat mieszkam w Kanadzie i doznałam wstrząsu jak zorientowałam się, że tu nie ma czegoś takiego jak typowa pasmanteria! hahaha Są sklepy poświęcone materiałom do wszelkiego rodzaju rękodzieła i craftów, więc idąc do takiego sklepu znajdziesz dosłownie wszystko. Włóczki można też kupić w sklepach sieciowych (tak jak w Polsce Tesco czy Auchan). Ale bardzo ubolewam nad kiepskim wyborem :( tutaj głównie rządzi akryl i trudno znaleźć włóczki w stylu yarnart jeans czy gazzal cotton baby, zapomnij o tym, a jeżeli gdzieś się już uda to za worek złota hahahaha. Szydełko i druty są popularne, rządzą szale, czapki, czy koce albo narzuty, zabawki bardziej w USA myślę, choć znajdziesz w tym sklepach zestaw do stworzenia swojej własnej zabawki (100% acrylic)

3. Wszyscy zachwycają się pluszową włóczką z której wykonujesz swoje prace. Powiedz nam coś o niej więcej:)

Ach tak! Mój słynny Bernat Velvet hahahaha. Szukałam alternatywy dla Himalaya Dolphin Baby, bo tutaj jest nieosiągalna w lokalnych sklepach, tylko w Europie... I znalazłam z firmy Bernat. Też 100% poliester. Bernat Blanket jest grubsza od HDB i ją użyłam do stworzenia swoich zabawek. I jest Bernat Velvet i Bernat Velvet Crush (to ta cieniowana), która z kolei jest cieńsza od HDB, bardziej elastyczna i miększa, z lekkim połyskiem. Uwielbiam nią pracować. Jedyny minus jest taki, że bardzo ograniczony wybór kolorów (w porównaniu do HDB), ale opanowałam do perfekcji wyszukiwanie promocji i limitowanych serii kolorystycznych i staram się posiadać na stanie przynajmniej te podstawowe. Zdarza mi się uzupełniać kolorystykę velvetu z Hobbii.com, bo podobna grubość, ale nie tak miękki jak Bernat.

4. Skąd pomysł na stworzenie własnej serii pluszowych zabawek dla dzieci?

No cóż... Mam w domu 3,5-latka, chłopaka z krwi i kości, którego nie interesują pluszowe misie ani lale ani zające hahaha. Mam też córkę nastolatkę, ale ona też zdecydowanie woli motoryzację hahahaha. Kiedyś synek powiedział, że chciałby koledze z przedszkola dać na urodziny autko zrobione przez mamę. No i tak się zaczęło! Przekopałam chyba cały Internet za takim wzorem, który by mi się podobał i nie znalazłam. Zaryzykowałam i spróbowałam stworzyć własne. I tak oto powstał Timmy. Spisanie wzoru zajęło mi chyba ze 3 miesiące hahaha bo nie miałam odwagi tego zrobić, ale dzięki wsparciu fajnych osóbek się udało. O kolejności pojawiania się wzorów nadal decyduje mój synek. Zawsze pytam i co teraz? On odpowiada, a mama próbuje tworzyć. Moja córka za to jest jedynym i niezastąpionym doradcą i krytykiem! To ona głównie decyduje o kolorystyce i bardzo często trafia w dziesiątkę jak to mówią hahaha. Po jej minie widzę czy może być czy nie :D





5. Co było najtrudniejsze w zaprojektowaniu? Jak one duże wyszły?

Wiesz... nie wiem jak to robią inne koleżanki. U mnie zawsze zaczyna się od rysunku... Po prostu biorę kartkę i tym co mam pod ręką rysuję jak bym chciała, żeby zabawka wyglądała (z przodu, boku, tyłu), mam to w mojej wyobraźni i staram się to przenieść na papier. Następnie biorę szydełko i dziergam, pruje, bulczę coś do siebie pod nosem i dalej dziergam hahaha. Mam pół szuflady pomysłów przeniesionych na papier i drugie tyle w głowie nadal. Kiepsko tylko z czasem hahaha Ale jestem urodzoną optymistką więc jak to się mówi, dam radę :) Zabawki z mojej serii pojazdów robiłam, jak już wspomniałam wcześniej, z Bernat Blanket i wyszły dosyć spore :) jak na zdjęciu z moim synkiem. Ale idea tworzenia tej serii była taka, by móc wykorzystać resztki z różnych kolorów, które nam pozostają :) z mieszanki akrylu i bawełny mieszczą się na dłoni :D
6. Czy masz jakiś darmowy wzór, który znajdziemy u Ciebie na Twoim profilu?

Na chwilę obecną mam darmowe Ufo Ulysses :) ale wkrótce pojawi się więcej (trzymajmy kciuki). Poza tym lubię dzielić się pracami wykonanymi z darmowych wzorów, zdjęcia z linkami można znaleźć u mnie na stronie.

7. Lubisz testować wzory różnych polskich projektantów, którego lubisz najbardziej?

Lubię testować to fakt hahaha lubię pomagać innym w doskonaleniu ich własnych projektów, lubię przedstawiać swoją interpretację wzoru. Testuję dla koleżanek z Polski i nie tylko, bo lubię wyzwania! Udaje mi się czasem również przetestować wzory zagranicznych autorek. A którą lubię najbardziej..? Naprawdę? hahahaha Dziewczyny tworzą super zabawki, każda ma swój własny styl i pomysł na siebie i cieszę się, że mogę być częścią ich projektu poprzez mój skromny wkład w postaci testu ich zabawki. Ponadto, pomimo wielu lat szydełkowania, nadal się uczę i to w tym lubię! Szydełkowanie to studnia bez dna! Mogę trochę prywaty? :D
Bardzo chciałam podziękować wszystkim koleżankom za okazane mi zaufanie jako testerce! W każdą swoją pracę staram się włożyć jak najwięcej serca i umiejętności :)



8. Czy oprócz maskotek robisz inne rzeczy na szydełku?

Tak! Mam kilka chust na swoim koncie. Lubię brać udział w CAL. Praca nad chustami jest dla mnie swoistą terapią relaksacyjną :) wieczór, cisza, szydełko i ja :) Lubię też haft krzyżykowy.



9. Co Twoi kanadyjscy znajomi sądzą o Twoim hobby?

Kanadyjscy znajomi europejskiego pochodzenia dużo bardziej cenią rękodzieło. Podobają im się moje prace i mnie wspierają. Myślę, że rynek amerykański jest dużo trudniejszym niż europejski jeżeli chodzi o wszelkie produkty ręcznie robione. Jakoś Europejczycy bardziej cenią ręczną robotę hahaha no ale nie jest to moje źródło dochodu, a pasja, w której się realizuję

10. Planujesz jakiś nowy wzór czy stworzenie nowej kolekcji?

Już się dzieje! Wymyśliłyśmy z córką dwie nowe serie zabawek! Jedna jest w fazie realizacji i będzie to seria świąteczna :) szczegóły już niebawem... myślę też o zorganizowaniu swojego pierwszego wspólnego dziergania... zobaczymy, czy się uda. Ponadto nadal leżą projekty kolejnych pojazdów, które wybrał mój baby boss hahaha. Tylko wydłużcie dobę proszę! :D

I to już koniec wywiadu. Czasem jak czytam przed Wami te odpowiedzi to mam lekki niedosyt, że to już koniec. Ale jeśli macie ochotę jeszcze zadać kilka pytań Monice to zapraszam na jej stronę, zostawienia kilku słów, a może i do zainspirowania się jej pracami. No i oczywiście na pewno o Tuppti jeszcze usłyszycie nie jeden a kilka razy u mnie na stronie:) O polubieniu strony nie muszę mówić, no nie da się nie lubić Tuptti Crochet Handmade with love :)

A za zgodą Moniki pokażę Wam co o sobie przeczytałam i bardzo dziękuję za te słowa :)

Wielki szacunek Karolina dla Ciebie i Twojej pracy! Myślę, że nie ma osoby, która nie znałaby Twojego blogu i nie korzystała z Twoich rad, pomysłów, darmowych tłumaczeń wzorów! Respect :) i wielkie dzięki! Ja sama mam zrobioną owieczkę z Twojego blogu :D no i słynnego Zająca wielkanocnego :D

sobota, 26 września 2020

Bez spiny u Karoliny, czyli sobotni wywiad z Martą z Handmade by m.ART.a

Witajcie dziś w cyklu Bez spiny u Karoliny gościmy sympatyczną Martę z HANDMADE BY m.ART.a. Jesteście ciekawi dlaczego piszę o kimś, kogo w wirtualnym świecie nie znam długo, że jest sympatyczny? Kiedyś, jak miałam fazę oglądania toreb na szydełku trafiłam przez przypadek na stronę Marty, której torby z taką dbałością wykonane mi się spodobały. Marta była na tyle uprzejma, że wyjaśniła mi kilka kwestii, wskazała gdzie kupuje swoje materiały, a ponadto chyba wtedy się dowiedziałam, że są sznurki z rdzeniem i bez. Na domiar dobrego nawet wysłała mi schemat jak zrobiła torbę, która mi się spodobała. Dziewczyna tak pięknie rozrysowała schemat ręcznie, że te komputerowe to takie sztywne się przy tym wydają. Jesteście ciekawi czym Marta się jeszcze zajmuje? To zapraszam Was do jej świata:)

1. Opowiedz nam krótko o sobie, tzn od kiedy szydełkujesz, jak wyglądały Twoje początki i skąd pomysł na nazwę.

Szydełko i druty były w moim domu od zawsze. Jako mała dziewczynka przyglądałam się jak moja mama robiła swetry na drutach. Przyszedł czas, że nauczyła mnie podstaw. Coś tam dziergałam. Jakiś
szaliczek, ubranka dla lalek. Jako nastolatka nawet zrobiłam sobie sweter. Do dziś go mam w pamięci.
Początki szydełkowania to też zasługa mojej mamy, ale z drutami jakoś mi było lepiej. Zestaw druty i
szydełko wędrował ze mną od dzieciństwa, ale nie była to wtedy moja miłość. Przyszedł czas że urodziłam córeczkę. Oj :) Sweterków miała całą kupę. A to w paseczki, a to z misiem, a to rozpinany z truskawkowymi guziczkami. Coś tam zawsze dziergałam dla niej i dla dzieci koleżanek.
Prawdziwa miłość do szydełka wybuchła w momencie kiedy moja najbliższa przyjaciółka zaszła w ciążę, a że wiedziała że coś tam dziergam poprosiła mnie o buciki dla dzidzi - takie wyjątkowe. Tak więc powstały buciki tzw. niechodki, a ja tak się zafascynowałam na nowo szydełkiem, że zamiast jednych, zrobiłam 3 pary...no i się zaczęło :)
Skąd pomysł na nazwę? Mam na imię Marta, więc po prostu Handmade by m.ART.a

2. Lubisz szydełkować, a powiedz nam co najbardziej.

Chyba nie ma jakiejś konkretnej rzeczy którą najbardziej lubię szydełkować. Dziergam zabawki, chusty, torby, świeczniki, bombki.... co mi do głowy wpadnie. Samo szydełkowanie sprawia mi tyle radości, a przy tym relaksu, że JA TO PO PROSTU LUBIĘ :)



3. Czy tworzenie toreb jest trudne? Pokażesz nam z jakich jesteś najbardziej zadowolona i dlaczego?

Samo tworzenie toreb nie jest trudne dla kogoś kto zna choćby podstawy szydełkowania i ma, lub potrafi stworzyć sobie schemat. Samo tworzenie schematu – tego idealnego - to godziny szydełkowania i prucia, prucia i szydełkowania. Ale warto dążyć do tego, co chce się osiągnąć. Pierwsza torebka nie była idealna. Testowałam ją przez jakiś czas, aż nadszedł czas na przeróbkę. Tu dodać oczko, tam zabrać i tak powstała – jak dla mnie - torebka idealna.


4. Czy na Twojej stronie znajdziemy jakieś wskazówki/tipy jak zrobić/zacząć torbę oraz co potrzebujemy by ją stworzyć?

Dużo osób do mnie pisze jak zrobić to czy tamto. Zawsze staram się pomóc najlepiej jak potrafię.
Jeżeli ktoś nie potrafi czytać schematów piszę słownie. Jeżeli jest taka potrzeba to nagram również jakiś krótki filmik jak poradzić sobie z problemem i prześlę, a nawet spotkam się „na żywo”. Na mojej stronie jest kilka filmików instruktażowych i choć obiecuję sobie, że kiedyś przysiądę i nagram coś jeszcze to zawsze doba jest za krótka. Gdy wrzucam zdjęcie na moją stronę zawsze jest w opisie z czego jest produkt zrobiony i jakim szydełkiem. Jeżeli ja sama korzystałam z czyjegoś schematu zawsze załączam autora. Jeżeli schemat sama opracowałam chętnie wysyłam zainteresowanym.

5. Wolisz zwykłą włóczkę czy jednak pracę ze sznurkiem?

Bardzo lubię pracę i włóczką i sznurkiem. Niestety moja ręka odmawia współpracy na dłuższą metę ze sznurkiem. Grube szydełko i ciasny splot sprawiają że do wydziergania torby trzeba włożyć trochę wysiłku i mój nadgarstek się buntuje. Wtedy trzeba zrobić przerwę i wrócić do czegoś mięciutkiego i lekkiego czyli włóczki lub kordonka :). W moim kąciku do dziergania leży najczęściej kilka rozpoczętych prac.



6. Uczysz się szyć na maszynie, czy to już inne hobby ? Pochwal się z czego zrobionego przy pomocy maszyny jesteś dumna.

Szycie to nie moje hobby. Moją pierwszą szkołą była szkoła odzieżowa i hm... coś tam umiem uszyć,
jednak nie sprawia mi to takiej radości jak szydełkowanie. Szyję wtedy gdy jest po prostu taka potrzeba.
Organizery do torebek, wkłady do kosmetyczek, maseczki tak potrzebne w obecnej dobie, a ostatnio uszyłam zestaw wypoczynkowy na taras – o i z niego jestem naprawdę dumna.


7. Gdybyś miała wybrać jedną dziedzinę szydełkowania to czym chciałabyś się zająć: maskotki, torby, a może jednak coś innego?

To jest tak, że nie lubię monotonii. Musi się coś dziać...coś nowego. Dziś zrobię misia, a jutro torbę, zaś pojutrze wydziergam bransoletkę :)

8. Co Twoja rodzina sądzi o Twoim hobby ?

Córka jest już dorosła, i choć nie przejawia chęci dziergania (kiedyś nawet próbowała się nauczyć) wspiera mnie i jest moim najlepszym krytykiem. To, że założyłam stronę na fb to był jej pomysł za co dziękuję jej po stokroć :) Mój mąż-nie mąż dopinguje mnie i zawsze jak on to mówi – podziwia za cierpliwość. Przyjaciółka dzięki której znów wzięłam szydełko do ręki po latach, cóż – zaraziła się pasją szydełkowania i sama teraz tworzy piękne rzeczy. Uwielbiam nasze pogaduchy z szydełkami w rękach.
Dzięki tej pasji poznałam również poprzez moją stronę na fb kilka wspaniałych osób, z którymi znajomość przeniosła się do świata realnego.

9. Gdybyś zamiast szydełkowania miała wybrać inne hobby co by to było?

Cóż...w obecnej chwili moim hobby jest szydełkowanie i nie wyobrażam sobie dnia bez niego. Jest jeszcze tyle pięknych rzeczy robionych na szydełku, których nie próbowałam, a chciałabym, więc moje hobby będzie trwało jeszcze dłuuuuuuuugi czas. Ostatnio próbuję sił w beadingu. Jest to po prostu koralikowanie. Powstało już kilka bransoletek szydełkowo-koralikowych i na pewno nie ostatnich. Więc krótko mówiąc kręci mnie wszystko co związane z szydełkiem.

I co zaciekawiła Was Marta? Widać, że czego się nie dotknie jeśli chodzi o szydełkowanie, robi to z taką dbałością, że miło się ogląda dopracowane prace, czy to maskotki, czy torby czy szydełkowo-koralikowe bransoletki. Uwielbiam osoby, które mimo, że robią w różnych technikach szydełkowych to w każdą wkładają tyle samo pracy, talentu i zaangażowania, że w każdej pracy widać "to coś", i nie można się doczepić i wskazać, że coś jest mniej lubiane. Także zapraszam Was jeszcze raz do Handmade by m.ARTa i przekonajcie się sami jaka z niej zdolna osoba i pomocna:) 

sobota, 19 września 2020

Bez spiny u Karoliny, czyli sobotni wywiad z Anią z Anadziergana

Witajcie i rozgośćcie się wygodnie bo dziś na salony w Bez spiny u Karoliny, nie byle kto jak Ania z ANADZIERGANA. Jak sami się przekonacie szydełko pali jej się w ręce, co zobaczycie w jej wypowiedzi, ale i na jej stronie, którą polecam Wam odwiedzić. Niech Was nie zmyli obraz typowej księgowej, bo na taką nie wygląda. Mimo, że szydełkowania uczyła się w szkole, to nie jest z niej taki epokowy dinozaur (hahaha), bo pogadać z nią można jak z kumpelą w swoim wieku, a myślę, że trochę lat nas dzieli:) Jedno jest pewne, to osoba, która nie usiedzi w miejscu i jakby mogła to by dziergała dosłownie wszędzie. Ania to piękny obraz tego, że jak się chce rozwinąć w amigurumi to właśnie czyni. Sami się przekonacie jakie umiejętności nabyła i to w krótkim można powiedzieć czasie. Osobiście zazdroszczę takiego rozwoju bo jest czego:) Ale dość już gadania, kawa do ręki i zapraszam Was na fantastyczny wywiad, który niby długi, ale jak się kończy to czuć niedosyt.

1. Opowiedz nam krótko o sobie, tzn. od kiedy szydełkujesz, jak wyglądały Twoje początki i skąd pomysł na nazwę?

Mam na imię Anna i jestem nałogowym, niekoniecznie anonimowym szydełkoholikiem. Serio – to jest nałóg. Mam tego świadomość, ale nie walczę (śmiech). Tylko walczę dzielnie o każdą chwilę, którą spędzić mogę z szydełkiem w dłoni.
Szydełkowanie to coś, czego moje pokolenie uczyło się jeszcze w szkole na lekcjach techniki i tak się to zaczęło. Jako nastolatka szydełkowałam sobie serwetki zupełnie „z głowy”, proste bluzeczki czy śmieszne czapki – dla siebie i przyjaciółki.
Potem na wiele lat zapomniałam o szydełku. I przypomniałam sobie dopiero wtedy, gdy postanowiłam całkowicie zmienić swój świat. Szydełko od zawsze pozwalało mi uporządkować myśli, wyciszyć się. Zawsze powtarzam, że plącząc nitki - rozplątuję problemy.
Zawodowo jestem głównym księgowym, lubię uporządkowany świat liczb, gdzie wszystko musi się zgadzać, wszystko z czegoś wynika. A zanurzanie się w szydełko daje pełen relaks głowie po ciężkim dniu.
Pomysł na nazwę przyszedł sam – wiadomo, że po jakimś czasie chciałam już chwalić się tym, co wychodzi spod mych rąk, chciałam uruchomić swój fanpage i należało go nazwać.
I tak powstała Anadziergana – zaskoczenia nie będzie - od imienia i dziergania.
Początkowo szydełkowałam wyłącznie serwetki, obrusy i firanki, w domowym zaciszu, dla siebie, rodziny i znajomych. Analogowo. Z gazet, których mam całe regały. Aż do dnia, gdy mój szesnastoletni wówczas syn, wielki wielbiciel lisów, poprosił bym zrobiła mu liska… I pokazał mi pierwsze zabawki amigurumi. To słowo brzmiało dla mnie wówczas bardzo egzotycznie. I się zawzięłam.




2. Pokażesz nam swoją pierwszą pracę na szydełku? Pamiętasz co wtedy czułaś?

Tak naprawdę to najbardziej pamiętam uczucia towarzyszące wykonaniu pierwszej maskotki. Dlatego, że miała ona dla mnie ogromne znaczenie. Po pierwsze zrobiona dla syna, po drugie w formie, z którą do tej pory nie miałam nic wspólnego. Ja się zbierałam do zrobienia lisa przez pół roku! Aż w lutym 2019 roku trafiłam na wzór Ani Tuszyńskiej, czyli Olimori.
I pomyślałam – teraz albo nigdy.
Zrobiłam szopa i lisa, którzy bardzo szybko otrzymali swoje ksywki – a więc Szop Chlacz i Lisek Pijusek. Potem do gromadki dołączyła Owca Niemota z tłumaczenia pochodzącego z Twojego blogu. Owcę ma chyba każdy, kto mnie zna. Zrobiłam ich całe mnóstwo. Duma mnie rozpierała i choć dziś wiem, jak bardzo były niedoskonałe to sentyment do nich mi pozostał. Takim samym sentymentem darzy je mój syn, bo za nic nie chce nowszej wersji liska.


3. Projekt/wzór z którego jesteś dumna, że udało Ci się zrobić to?

Czasami, gdy zastanawiam się nad fenomenem sztuki robienia szydełkowych zabawek, nad tym, co w tym takiego jest, że wciąga niczym chodzenie po bagnach (śmiech), to dochodzę do wniosku, że właśnie to poczucie satysfakcji z wykonania kolejnego projektu. W moim przypadku bardzo często towarzyszy temu taki skok adrenaliny, że trudno to porównać z czymkolwiek innym. I chyba to właśnie tak uzależnia. Bo każdy projekt ma w sobie coś wyjątkowego.
Na tę chwilę moim ulubionym wzorem jest szczur autorstwa Eweliny Wieczorek z Cherry Tree Workshop i kosmitka Mia od Agaty Stando.
A dumę czuję kończąc każdy projekt.
Najwięcej energii daje mi radość w oczach dzieci. Wiem, że wiele moich zabawek stało się naprawdę nieodłącznymi towarzyszami dziecięcych zabaw. Wiem również, że w jakiś niewytłumaczalny sposób są generatorem dobrych emocji.
Rękodzieło ma w sobie moc, i wcale nie jest przesadzone stwierdzenie, że w to, co się robi wkłada się serce. Wkłada się je, razem z dobrymi myślami, a one potem do nas wracają. Ze zwielokrotnionaą siłą. I to jest piękne. To nakręca i motywuje.


4. Czego się nauczyłaś na kursach od Cherry Tree Workshop?

Spotkanie w wirtualnym świecie z Eweliną to był przełom. Wydawało mi się, że coś już umiem – ale to dopiero na kursach Eweliny okazało się, ile jeszcze do odkrycia przede mną. I bardzo jestem jej wdzięczna, że tą wiedzą chce się podzielić z innymi. A robi to w tak przystępny, nie narzucający się sposób, że grzechem byłoby z tej wiedzy nie skorzystać.
Uczestniczyłam we wszystkich kursach organizowanych przez Ewelinę, począwszy od tego dla maksymalnie początkujących, na kursie dla zaawansowanych kończąc.
Kurs dla początkujących to absolutny alfabet wiedzy o tym, jak zacząć szydełkować maskotki, co jest w amigurumi ważne, na co zwracać uwagę. Bo można szydełkować serwetki 10 lat, a w amigurumi popełniać błędy. Kurs na stopery – to krok po kroku przechodzenie po etapach wiedzy o tym, jak i czym malować maskotki, by było to ładne i trwałe, to nauka bezpiecznego wiązania drutów, szydełkowanie maskotek na stelażach; kurs z pszczołą to sztuka przerabiania moheru na wszystkie możliwe sposoby, praca z masami plastycznymi.
A tak naprawdę największą zaletą tych kursów dla mnie jest to, że poprzez oparcie na wiedzy, niesamowicie budują wiarę we własne możliwości, otwarcie się na różne techniki i materiały.
(Przez to moja garderoba nie przypomina już szafy tylko pasmanterię)
Ewelinie udało się coś jeszcze – zbudowała chyba najfajniejszą wirtualną społeczność, którą łączy wspólna pasja. Ja mam wrażenie, że niektóre z dziewczyn znam od zawsze. Pod skrzydła Eweliny trafiłam dzięki Eli z E-lovy świat, która zaczepiła mnie gdzieś w odmętach fejsbuka dając radę dotyczącą przerabiania moheru właśnie. Dziś się śmiejemy, że musiała mnie jakoś magicznie „wyczuć”, bo faktycznie nadajemy na podobnych falach.



5. Czy masz ulubionego zagranicznego projektanta wzorów?

Większość moich zabawek pochodzi z wzorów polskich projektantów. Wynika to pewnie trochę z ograniczeń językowych, choć coraz częściej przekonuję się, że język szydełkowy jest językiem międzynarodowym. I jeśli naprawdę zapragnę zrobić jakąś zabawkę – to nie ma rzeczy niemożliwych. 
Gdy zaczynałam swoją przygodę z zabawkami to dużo wiedzy również zaczerpnęłam z Twojego bloga, zwłaszcza z tłumaczeń wzorów. Wspominałam już osławioną owcę, ale zrobiłam również długouchego zająca wg wzoru Suvorova Toys czy królika w sukience Julii Musatowej – wszystko z Twoich tłumaczeń.
Bardzo lubię też zwierzaki od Pica Pau, a hitem wiosny był królik Pumpkin od Lulu loves the moon. Tu bariera językowa nie zadziałała i nawet pisałam do Elisy z prośbą o zgodę na sprzedaż zabawek (we wzorze było zastrzeżenie, że nie można tego czynić).








6. Gdy nie szydełkujesz to co robisz w wolnej chwili?

Takich wolnych chwil bez szydełka to ja mam naprawdę niewiele, bo staram się szydełkować w każdej wolnej chwili i w każdym możliwym miejscu. Szydełkowy zestaw podróżny mam stale spakowany.
Moją drugą pasją jest czytanie. Kiedyś musiałam wybierać miedzy jednym, a drugim, dziś mam audiobooki więc łączą się cudownie. Choć nie zrezygnowałam z tradycyjnej formy czytania. Nie wyobrażam sobie dnia bez szydełka i bez książki.
Szydełko zdradzam tylko na rzecz pracy w ogrodzie – no bo tego już się nie da połączyć.


7. Mieszkasz na wsi. Skąd pomysł skoro boisz się krów?

Odrobiłaś lekcje! (śmiech) pewnie nawiązujesz do mojego posta z krową… No czego się nie robi dla ciekawego zdjęcia! Krów się boję (podobnie jak koni), bo… są większe ode mnie? Bo jako dziecko, spędzając wakacje u babci na wsi kazano nam paść krowy? Wyobraź sobie pastwisko, z jednej tylko strony otoczone jakimś płotem i troje podlotków wysłanych do pilnowania krów z pozostałych trzech – ja, brat i kuzyn. Oczywiste, że wszyscy siedzieliśmy na jednej ze stron i wprowadzaliśmy interwencje tylko w momentach zagrożenia na granicy (śmiech). Z tym, że gdy oni ganiali krowy, to ja przed nimi uciekałam. Kiedyś w ten sposób zaliczyłam kąpiel w stawku pełnym rzęsy (śmiech).
Prawda, po dziesięciu latach mieszkania w Poznaniu doszłam do wniosku, że dłużej nie wytrzymam. Albo zwariuję, albo się wyprowadzam. Duże miasto daje wiele możliwości, ale niesie ze sobą jeszcze więcej ograniczeń. Miałam wrażenie, ze nie mam tam czasu na życie po prostu. I wróciłam w rodzinne strony. Na dziki zachód. A dom z ogrodem zawsze był moim marzeniem, które szczęśliwie udało mi się spełnić. Na wsi – bo marzył mi się stary, skrzypiący dom z duszą. Co nie oznacza, że zostałam rolnikiem, ale mam szczęście mieć takich sąsiadów – i pastwisko tuż za płotem. Ze szczęśliwymi krowami i szczęśliwymi kurami. To korzystam. W nagrodę dostają ode mnie trawę z koszenia. Na dźwięk włączonej kosiarki ustawiają się przy płocie czekając na przekąskę.
Teraz pewnie głosowałabym za mniejszą działką, by koszenia było mniej. Ale staram się sukcesywnie zmniejszać powierzchnię koszenia przez nasadzenia. Niech tam sobie roślinki rosną, a ja będę na nie patrzeć z werandy. Oczywiście z szydełkiem w dłoni.


8. Skąd masz tyle czasu na szydełkowanie. Co chwilę u Ciebie powstają nowe maskotki :)

Cierpię na zespół „niespokojnego szydełka”. Więc po prostu muszę, bo się uduszę! Faktycznie od lockdownu, gdy tego czasu do zagospodarowania było naprawdę sporo wkręciłam się jeszcze bardziej. Ciągle natrafiam na projekt, który MUSZĘ zrobić, to taka zachłanność. Nie byłoby to możliwe, gdyby nie syn i niemąż, którzy dzielnie mnie wspierają i dzięki temu, mogę ten czas wygospodarować. Choć przyznaję, że czasem się buntują i mówią, że nic w domu nie robię (śmiech). Jak to nic? No przecież szydełkuję…
A czas bierze się właśnie ze spokojnego, wiejskiego rytmu. Nie tracę go w korkach, nauczyłam się, że zakupy robię raz w tygodniu, do pracy jadę 15 minut (choć dojeżdżam 17 km). Odzwyczajam się od snu. Jeszcze całkiem mi się to nie udało, ale próbuję (śmiech).




9. Myślałaś, żeby stworzyć kiedyś swój wzór? Co by to mogło być?

Jeszcze nie czuję takiej potrzeby. Stale towarzyszy mi uczucie, że jest tyle wspaniałych wzorów, których jeszcze nie robiłam, że może mi życia zabraknąć. Dlatego macham szydełkiem jak szalona. Ostatnio nawet nie nadążam wrzucać gotowych prac na fanpage’a (śmiech). Ja po prostu kocham dziergać. To dla mnie kwintesencja szydełkowania.
No i mam Ewelinę, a ona lubi pisać wzory. I ostatnio narzuciła takie tempo, że nawet mi trudno wyrobić!

10. Na bezludną wyspę wyspę weźmiesz szydełko czy włóczkę? Uzasadnij :)

Taki wybór?! To naprawdę trudne (śmiech). To przecież komplet, jak nic!
Hasło, które przyświecało mi na początku pandemii brzmiało – byle włóczki i wi-fi nie zabrakło! Na bezludną wyspę pewnie wzięłabym frachtowiec pełen włóczek, bo szydełko pewnie o wiele łatwiej byłoby wyczarować z czegokolwiek (śmiech). Z gałązki, z drucika... No coś bym z pewnością wymyśliła! I w ten sposób pewnie zaczęłabym tworzyć własne wzory.



I to niestety koniec tego wywiadu, ale myślę, że na bank odwiedzicie ANADZIERGANA w jej świecie. Przyznacie sami, że daj jej włóczkę, a szydełko wykopie spod ziemi byle szydełkować więcej i więcej. Tak patrzę na podwórko u Ani i myślę, że z namiotem ktoś tam może zawędrować i na pewno go przyjmie z otwartymi rękami, ale pamiętajcie Ania gardzi złotem, ona kocha włóczki, także kochani, nie będę Wam zdradzać gdzie mieszka, ale ma bardzo daleko w nasze polskie góry :)
Ze swojej strony polecam Wam pacnąć lajka, zostawić komentarz Ani, bo odwaliła kawał dobrej roboty. Widać dziołcha żeś zrobiła mega progres :)